czwartek, 3 kwietnia 2014

Nowe stado...

...kiedy nastaje wiosna, młode pokolenie opuszcza swoje gniazdo w poszukiwaniu własnego żywiciela. Na początku trudno im się znaleźć w tym nowym świecie, z dala od rodziny i matki, która dbała o wszystko. Trzymają się w grupie, bojąc się samodzielności i rozdzielenia z rodzeństwem. Z czasem jednak, stają się coraz bardziej odważne, węszą w poszukiwaniu przeznaczenia i nieustannie, aż do skutku, poszukują swojego miejsca w tym obcym dla nich świecie. Celem ich wędrówki są ludzkie dzieci a ich ramiona staną wkrótce ich nowym domem. Tylko dzieci  mają w sobie to, czego do życia potrzebują te delikatne stworzonka, Jamniki i Królikoty. Karmią się one bowiem miłością, czułością i czasem poświęcanym przytulaniu, głaskaniu, mizianiu. Historia powstania tych dwóch niezwykłych gatunków, nie jest do końca wyjaśniona, jest jednak coś, co wiadomo na pewno-wszystkie powstały dla dzieci i z myślą o nich...











piątek, 28 marca 2014

DIY Recykling i Gwiazdy na Kaptur

Krótko i na temat :)
Miałam wczoraj nie szyć, ale  postanowiłam zrobić coś co leżało już od dłuższego czasu. Zakupiłam kiedyś używaną bluzę, bo spodobały mi się gwiazdki na dresie. Bluza trochę zniszczona, ale na przeróbki w sam raz i kaptur miała fajny :) Zakupiłam też wiatrówkę za grosze, bo się strasznie spodobał kolor i tak ogólnie, nie miałam nic dla Mi. Wiatrówkę zakupiłam dopiero kilka dni temu. I się wczoraj zawzięłam, i przeszyłam kaptur z bluzy do kurtki, bo co jak co, ale kaptur to rzecz fajowa jest. Uwielbiam je, a to dlatego, że jak nie ma na tyle chłodno, aby zakładać czapkę, a zmieni się pogoda nagle-kaptur jest i po strachu, że się dziecko przeziębi :)
Starałam się pamiętać, aby w miarę zrobić zdjęcie każdemu etapowi, tej skądinąd wcale nieskomplikowanej pracy.
Kaptur należy po prostu:
 odpruć
 przyczepić
 przyszyć
 obszyć 
i voila-gotowe :) 
Mój był zbyt szeroki do obwodu stójki, ale po prostu zrobiłam zakładki, dzięki temu nie stracił na pojemności, a jak się zapnie kurtkę i założy kaptur, to jest  fajnie dopasowany i wiatr nie zwieje go z głowy. Widać, że przy tasiemce raz mi igła zeszła, ale z tego się nie strzela, jak to mówią, więc nie przeszkadza mi to wcale :) Teraz wiatrówka jest jak ta lala, a z reszty bluzy też coś zrobię, na razie to tylko pomysł, ale mam nadzieję że do realizacji dojdzie szybciej niż za rok :)
A Wy? Co o tym sadzicie?



 A tu Mi mówi "Seeeeer" do zdjęcia :)



wtorek, 25 marca 2014

Porządki i Pościel :)


Jest szaro, buro i ponuro. I leje. A było pięknie, słonecznie i ciepło. I nie lało. W marcu jak w garncu :) Nastroje też się wahają. Raz energia , raz spadek formy. Miałam napisany post, który wydał mi się na tyle bezbarwny, że go usunęłam. Ten też nie będzie barwny, ale chyba mi się nie będzie chciało pisać po raz trzeci :) czasem moje pióro jest lekkie jak ja w wodzie ,a czasem idzie marnie. 
Dzisiaj zdecydowanie idzie marnie, ale chciałam Wam pokazać pościele, które uszyłam ostatnio. Bo ładne są i pochwalić się chciałam :) Sófkowe materiały połączone z paseczkami i kropeczkami. Moim zdaniem całkiem udanie. Najbardziej jak zwykle cieszy mnie zadowolenie osoby, dla której je szyłam, bo na cóż mi ta cała robota, jeśliby się to Wam miało nie podobać? Fajnie jest wiedzieć, że coś co uszyłam służy komuś w jego domu, albo go ozdabia, albo dostarcza zabawy :) Taka satysfakcja.  Tylko czasu brakuje mi na własne mieszkanie. czasem się ugnę, rzucę szyciem, aby posprzątać, bo często nie mogę szyć z tego własnie powodu, czuje się taka zablokowana nieładem. Cokolwiek bym do ręki nie wzięła aby uszyć, nie umiem się skupić, bo myślę tylko o tym co powinnam, i mogę wybierać z całej listy :) Rzeczy małych i dużych, a każda do zrobienia na już. 
Mam takie marzenie, zostać sama w domu na jakiś czas, na tydzień może? I zająć się mieszkaniem, bardzo gruntownie. Przejrzeć wszystkie szafki, ubrania, rzeczy. Pozbyć się połowy co najmniej, najlepiej sprzedać, bo taka sprzedaż, to od lat mój sposób na posiadanie kasy takiej tylko mojej. Właściwie to kasa recyklingowa :) Więc połowę sprzedać, połowę oddać. Odetchnąć w większej przestrzeni. Już  rozprawiam się z szafowymi złogami. Są rzeczy, które trzymam pomimo tego, że są już o połowę mniejsze niż ja, albo nie noszę ich od dłuższego czasu. To takie bez sensu, to przywiązanie do czegoś, czego i tak nie oglądam ja, ani absolutnie nikt inny. Powinnam zostawić tylko co co jest na mnie dobre, w czym się dobrze czuję i dobrze wyglądam. Rzeczy, które mają kilka lat i do których na pewno już nie schudnę-powinnam się pozbyć. Zwłaszcza, że mam w rodzinie taką dobra duszę "pci" żeńskiej, która dba o to abym raz na jakiś czas miała nowe, śliczne ubrania. Dostając nowe, powinnam wybrać kilka starych i przekazać dalej. Tyle, że czasem tak trudno się rozstać, bo zawsze jest ta nikła nadzieja, że jednak kiedyś wejdę w to ponownie :)
Ale nic to , wiosna nastała, pora więc zakasać rękawy i okiełznać rozgardiasz na chacie. Choćby tylko na chwilkę, bo wiadomo, przy dwójce małych baranków, musiałabym kraty pozakładać w drzwiach, aby się nie nabałaganiło za 5 minut.
Nie ma co przedłużać, dwa razy mi się zamknął komp przy tym poście, więc szybko tylko dodam pierdyliard zdjeć i voila :)







I dresófkowe szaleństwo :)












czwartek, 13 marca 2014

Wiosenny Czapkowy Szał !!!!

Strasznie mnie już męczyły te czapki, od zeszłego roku, kiedy to zaczęłam szyć apaszki. Czyli naprawdę długo :) Bo w sumie apaszka i czapka to taki komplecik doskonały, czapka z kominkiem również. W zeszłym roku uszyłam pierwsze czapki, minky z uszami oraz czapkę z nausznikami zimową, w której do dzisiaj jestem zakochana i które będę na następną zimę na pewno popełniać w tylu sztukach-ile zapragniecie :) 
Jeśli chodzi o to co chciałam osiągnąć, a co się uszyło- to jest to pełen konsensus. Proste , wygodne, modne, uniwersalne i po prostu odjechane. To oczywiste, że tego kwiatu to pół światu, nie może być inaczej, jak mogłam to wymyślić w inny sposób niż setki innych ? No nie mogłam. Mam jednak nadzieję, że będą choć troszkę charakterystyczne jako moje. Każdy zawsze się stara ,aby czymś jednak się wyróżniać. Może dodam moją biało-czerwoną metkę  z tyłu po prostu ? W każdym bądź razie spodobały się nie tylko mnie i moim chłopakom, ale także innym. Nawet dorosłym się zdarzyło przymierzyć :) Modelka piękna a i czapka prezentuje się na niej znakomicie. Sądzę, że mogę sobie te zdjęcia wkleić, gdyż zostały opublikowane oficjalnie i nie ukrywam, że robił je świetny fotograf na Swap Party w Będzinie. Zresztą zapraszam na obejrzenie relacji ze Swap'u-mnóstwo moich dzieł zostało pięknie uwiecznionych Tutaj :)
Jednak najważniejsze w sesji czapkowej Słoneczkowe Dzieci . Robili fajne minki, pozowali jak modele i zdjęcia wyszły super. Przy okazji ze dwa zdjęcia   z placu zabaw ,bo nie mogłam się oprzeć temu słońcu, i barwie nieba :)
Jeśli chodzi o czapki to szare, różowe i musztardowe to tzw. Basic, natomiast czapka z grochy to tzw. Double Shot, czyli dwie cieniutkie czapeczki noszone jednocześnie. Taki był zamysł. Same są za cienkie na wiosnę czy jesień, więc wtedy można nosić dwie w dowolnej kombinacji kolorystycznej, natomiast na lato, są idealne do noszenia pojedynczo-mamy wtedy czapki do kilku outfitów, cieniutkie, niby są ale nie są grube :)  Na zdjęciu jest czapeczka w grochy i czapeczka miętowa.
W planach mam cudne połączenie materiałów na komin lub apaszkę do kompletu z musztardową czapką. Ciekawe czy się Wam spodoba :)
A teraz proszę, voila, fajniutkie zdjęcia !








 Stan nieważkości poniżej :)



środa, 26 lutego 2014

Torba na basen z kurtki na deszcz :)

Torba na zamówienie, musiała odbębnić swoje w tzw. "pamięci" :)
 Poza shopperkami dla dzieci, to pierwsza torba jaką uszyłam. Miała być na basen czyli z tkaniny, która wody nie przepuszcza i chciałam zamawiać taką tkaninę PUL. Są różne, piękne, kolorowe. Do zakochania :) Ale taka tkanina też tania nie jest, a dodając do tego koszty wysyłki, to nie wiem ile taka torba musiałaby kosztować. 
Zakupiłam więc kurtkę ortalionową na Używkach , czarną w białe kropki, w dobrym stanie i przede wszystkim nieprzemakalną. Zrobiłam z niej wnętrze oraz kieszonkę na wierzchu, bardzo fajną, praktyczną i pojemną, bo z części przy ściągaczu :) W środku też jest kieszonka, moja patentowa, podwójna, nieprzemakalna. Fajna zwłaszcza ta część z zakładką, bo w razie czego nic nie wypadnie, a i też nie przemoczy się od mokrych rzeczy. Torba jest duża, bo ma się tam zmieścić ręcznik, klapki, czepek, strój, okulary i nie wiadomo co jeszcze, niemniej jednak, wziąwszy pod uwagę wiek Klientki, podwiązałam boki na dole, aby ją skrócić. Jakby co, można je albo rozwiązać, albo po prostu odpruć, kiedy nie będą już potrzebne. Z wierzchu, jasnoszara bawełna dresowa, gruba dosyć. W sumie bardzo źle mi się szyło, gumowany materiał i gruba bawełna, gdzieniegdzie kilka warstw, więc złamałam dwie igły i potem szyłam już w okularach przeciwsłonecznych :) Mało widziałam, ale oko było już bezpieczne, bo jedna igła strzeliła bardzo niebezpiecznie. Tyle zagrożeń czyha na krawcową. Niestety, nie miałam pod ręką igieł do zadań specjalnych. Mam zwykłą maszynę, nie narzekam na nią, bo nie stać mnie na wypasione cudo, więc dawałam jej odpocząć co jakiś czas. Dzisiaj w nagrodę ładnie ją naoliwię i cmoknę w obudowę :) Dała radę :)
Torbę szyłam jak zwykle na wyobraźnię, i na szczęście nie musiałam wiele pruć, tylko miejsce gdzie u góry jest obszyte tasiemką, było przeszyte gęstym zygzakiem, ale niestety, przechodząc, przez te kilka warstw igła skręcała i było krzywo. Wyprułam więc ścieg i obszyłam tasiemką. Nie zwracajcie uwagi na krzywe gdzieniegdzie ściegi kieszonki w środku, nie widać tego po prostu, a lampa wyostrzyła ścieg. Mam nadzieję, że się spodoba :) Bo jak się nie spodoba, to nie wiem. No chyba ją zostawię dla siebie albo co innego strasznego popełnię :)
Dzisiaj się cieszę, że wreszcie się za nią zabrałam, bo przyznam ulżyło mi bardzo. Wiem, że zamawiając coś, każdy liczy się z tym, iż nie uszyję nic od razu na drugi dzień (wyjątkowo tak, oczywiście, ale przeważnie nie). Mam jakąś tam kolejkę, jakieś tam możliwości, dom i dwoje małych dzieci a tylko dwie ręce. Co gorsza, chorują jak na wyścigi, więc przeważnie, któryś zawsze jest w domu. Jednakowoż nie lubię, kiedy coś mi wisi nad głową. Coś do zrobienia, coś co obiecałam, coś o czym wiem, że ktoś czeka. Tak mi wtedy nie za dobrze jakoś. 
Czasem sobie myślę, co ja robiłam, kiedy nie szyłam? Wydawałoby się, że miałam masę wolnego czasu a przecież tak nie było. No dobra, przyznaję, o wiele częściej myłam okna, bo lubię kiedy są czyste, więcej gotowałam, więcej sprzątałam. Ale miałam z tego dużo mniej satysfakcji, bo po sprzątaniu nacieszę się tym porządkiem tylko chwilkę, a jak coś uszyję, to to coś po prostu jest. Nosicie to, bawicie się tym, przytulacie się do tego, okrywacie tym swoje maluchy, ozdabiacie wnętrza, śpicie w tym i na tym :) Trudno mi określić, jaka to dla mnie radość i satysfakcja. 
Nie jestem jakoś strasznie popularna, nie robię konkursów co tydzień, nie ogłaszam się i nie reklamuję gdzie tylko mogę. Tym bardziej cieszę się z każdego kolejnego lajka na Fb czy obserwatora na blogu. Wiadomo, chciałabym ich dużo, dużo więcej, nie wierzę w gadanie, że lajki i liczby się nie liczą. Liczą się, bo choćby człowiek nie chciał to patrzy na nie jak na ilość osób, którym podoba się to, co robi. A to jest mega uskrzydlające uczucie i odjechanie pozytywna rzecz :) Więc zapraszam do obejrzenia torby z kurtki i dziękuję za każde dobre słowo i komentarz. Miłego dnia :)