czwartek, 30 stycznia 2014

Groszek z Miętówką-Bardzo Zgrany Duet

Groszki uwielbiam, w różnych kolorach i wielkościach, bo urodne są przecież nieziemsko. Jako że zamówienie dostałam na pościel z groszkiem, razem z panią Moniką ustaliśmy taki melanż groszków biało-szarych, uznając, że połączenie będzie cudowne. A Pani Monika jeszcze zachwyciła się połączeniem szarości z miętą, i całkiem słusznie przyznam, bo teraz i ja się w takim połączeniu zakochałam :) Czyż nie wygląda to pięknie? Na szczęście wpadłam na pomysł zrobienia wypustki z atłasowej wstążki, bo miała być wypustka właśnie ,a ja niestety nie mam żadnego sensownego sklepu z pasmanterią u siebie, a na allegro też nic nie znalazłam. No porażka z tym u nas. Ale tasiemka sprawdziła się bardzo fajnie :) Jednak przyznaję się bez bicia, że o ile uszycie pościeli z ta wypustką jakoś poszło (szyłam jak zwykle "na wyobraźnię"), o tyle ochraniacz mnie lekko sponiewierał. Może dlatego, że jest długaśny, a materiał jest jednak bardziej elastyczny niż tasiemka. No ale misja zakończona sukcesem, pomimo tego, że wymagało to ode mnie o wiele więcej pracy i czasu , niż zakładałam.
Pościel jest łączona z białą górą, z jednej strony szare groszki na bieli, a na drugiej białe groszki na szarości. Podusia z każdej strony w inne groszki i taki sam ochraniacz do łóżeczka, z jednej strony biały w szare z drugiej szary w białe. W razie czego, można sobie poszaleć kolorystyką :) Do kompletu można też uszyć organizer, zawieszki na baldachim, przytulanki, no i sam baldachim także. Właściwie baldachim, to jedyna rzecz, jaką uszyłam moim dzieciom, kiedy były malutkie. Wtedy jeszcze szyciem w takim zakresie jak teraz,  się nie parałam, ale nie mogłam znaleźć baldachimu, który by mnie satysfakcjonował kolorystycznie i cenowo, więc go zrobiłam. Kiedyś pokażę przy okazji, razem z innymi rzeczami, które uszyłam na samiuśkim początku :) To będzie dla mnie bardzo przyjemny pościk chyba :)
To kolejna pościel uszyta przeze mnie, i mocy nabiera moje pragnienie, aby pościel uszyć dla siebie również. Tym bardziej, że pościele, które mi się podobają są najzwyczajniej w świecie drogie i nie stać mnie na mnie. I chyba taniej będzie mi uszyć sobie samej. A jeśli nie będzie taniej, to przynajmniej będzie taka , jaką na pewno będę chciała :)  Jak się zdecyduje uszyć, to na pewno Wam przedstawię dzieło.
Tymczasem zapraszam do obejrzenia Miętówkowego Kompletu.







sobota, 25 stycznia 2014

Pierdoły, które cieszą :)

Jestem porażona szybkością, z jaką tworzę moje posty. Dosłownie duma mnie rozpiera, kiedy uda mi się wreszcie słowo napisać. Witajcie :)
O pierdołach pisać będę, bo pełno ich w moim domu, a więcej jeszcze bym chciała. Uwielbiam ! Niestety, trzeba się kontrolować, aby sobie nie zagracić mieszkania, domu czy choćby pokoju. Niemniej jednak, czasem rzadziej, czasem częściej po prostu muszę sobie coś kupić, coś gdzieś zmienić, uszyć, przeszyć, doszyć. Czasem są to poduszki, czasem świeczniki, lampiony, abażur, coś w stylu wazonu, doniczka, ramka, no same wiecie :)
Różne rzeczy ostatnio zrobiłam, ale nie chwaliłam się, nie pokazywałam, i w sumie nie wiem czemu, przecież wszystkie te małe rzeczy razem tworzą naprawdę cudny klimat, jakim się cieszę w tych rzadkich chwilach, kiedy wreszcie przysiądę i mogę się rozejrzeć. Oczywiście ten klimat jest wspaniały według mnie i dla mnie, wcale nie uważam,że musi się on podobać innym, przecież tak naprawdę , co człowiek to inny gust :)
Mam więc w salonie wielki bujany fotel. Moje spełnione marzenie. Przez męża spełnione marzenie :) I choć nie mam wcale tak wiele okazji, aby na nim odpocząć i się pobujać, cieszy mnie sam fakt jego posiadania oraz jego uroda, kiedy już zdejmę z niego rzeczy tam odkładane :) A buja się na nim fajnie bo fotel jest po prostu wielki. I od 5 lat, albo nawet 6, czekał na uszycie zagłówka, który sobie zaplanowałam już na samym początku właśnie. W sumie niesamowite, zważywszy na fakt, że jego uszycie zajęło mi jakieś 10 minut. Cała ja :) Zagłówek jaki jest każdy widzi, żadna tam filozofia, w kształcie mojego ukochanego serca, w kremowym kolorze, i co najważniejsze, jest w idealnym miejscu i bardzo wygodny. Zakupiłam też kremowy dywanik pod fotel, bardzo chciałam jednolity, miałam kiedyś piękną skórę z długim włosiem, która też była moim marzeniem, ale wpadło mi do głowy ją wyprać. I nie mam jej już :) 
Druga rzeczą jaką sobie zrobiłam to ubranka na świeczki. Nowe ubranka , bo poprzednie miałam takie kolorowe, dopasowane do kolorowych poduszek. Mimo , że na zdjęciach tego widać, są szare (groszki) i beżowe(paski). Nie chciałam robić zdjęcia z lampą, bo to już nie jest to samo. Nie ma tej gry światła. 
Nie oparłam się też obrazkowi w Empiku z napisem LOVE. Pewnie by mnie nie skusił, ale jest jakby z desek, w moim ulubionym, "spranym" przez wodę stylu. Jak widać mam też pozbierane na plaży "sprane" kawałki gałęzi. Obrazek od razu skojarzył mi się ze zdjęciem, które zrobiłam nad morzem, mam zamiar sobie je wywołać w dużym formacie, bo będzie pięknie wyglądać  :) Ogólnie chciałabym mieć wielką ścianę, na której wieszałabym moje zdjecia w różnych ramkach, coś muszę wymyślić w tym temacie :) No i to chyba tyle. Chciałam dzisiaj poszaleć, zrobić milion rzeczy, ale te małe pierdoły radują mnie na tyle, że nie żałuję :)







środa, 15 stycznia 2014

Babci i Dziadka Dzień

Dzień Babci i Dziadka to  niesamowite święto. Bo dotyczy niesamowitych ludzi.

Ja sama nie mam już żadnej Babci i żadnego Dziadka, a tak naprawdę związana byłam tylko z jedną Babcią. Moja Babcia Tereska była Ślązaczką. Potrafiła bez pardonu powiedzieć , że urosła mi doopa, robiła najpyszniejsze na świecie smażone ziemniaczki a jak przytulała na powitanie to łamała żebra :) Była pracowita, rubaszna, okrągła. Robiła na drutach niesamowite swetry, płaszcze, wszystko co się nam zamarzyło. Ostatni zrobiony przez nią sweter należy do mojego męża. Oczy już nie takie były więc i sweter pruty kilka razy, albo włóczki zabrakło więc rękawy w paski są. Ale sweter jest i nigdy nie zniknie z naszego domu. To dar. Babcine poświęcenie i zawzięcie, aby skończyć sweter dla jej Przemeczka. Tak na niego mówiła. Jak nikt inny-Przemeczku. Do mnie mówiła Asinko. Jak nikt inny. Łzy mi lecą jak to piszę, ale skończę co zaczęłam. Pierwszy raz o niej piszę. Nie mieszkała sama, Dziadek zawsze był w pokoju obok, a Babcia zawsze w swoim fotelu pod oknem, zawsze z robótką, chyba że z pilotem w ręce, ale wtedy nie można było z Babcią rozmawiać, bo oglądała telenowelę :) Do Babci się po prostu przyjeżdżało. Bez zapowiedzi, i po prostu wchodziło. Jakoś tak, bez pardonu. Po drugiej stronie była też Ciocia i Wujek i dwie kuzynki. Jak pogadałam z Babcią, albo jak leciał nowy odcinek- szłam do Cioci na klachy.  U Babci w kuchni ZAWSZE był dzbanek z herbatą z cytrynką, słodka i cytrynowa, często z z czeską rumową przyprawą do herbaty.
Droga z autobusu do Babci była długa, trzeba było przejść przez dworzec kolejowy w Katowicach, ale to najpiękniejsza i najbardziej sentymentalna droga w moim życiu. Póki co. Kiedyś szłam nią z Mamą, Tatą, Siostrą. Potem w mniejszym gronie, częściej sama bo już duża. Potem z mężem, z synkiem starszym jak był maleńki, z młodszym już nie zdążyłam. Przyjeżdżałam, chodziłam z Babcią do magla po pranie, do sklepu, do biblioteki, do apteki. Takie zwyczajne rzeczy, za którymi teraz tak boleśnie tęsknię. Kiedy tylko byłam w okolicy, szłam moją sentymentalną drogą i ryczałam. Szlochałam w głos, bo wiedza, że to już nigdy, absolutnie nigdy się nie zdarzy była zbyt przytłaczająca. Długo by pisać...
Moje dzieci mają tylko Babcie. Dwie. Są dziadkowie przyszywani, ale to nie to samo. Każda z nich rozpieszcza moje dzieci na swój sposób i wiadomo, że tradycyjnie co do wychowywania dzieci, bardziej się zgadzam z moją Mamą niż Mamą męża. Ale nigdy, absolutnie nigdy, żaden konflikt między nami dorosłymi, nie może wpływać na relacje Babcia-Wnuki.Chyba, że ktoś dzieci krzywdzi, co też się zdarza, ale o takich ekstremach nie będę pisać, bo nie znam ich. 
Babcie i Dziadkowie są pod szczególną ochroną, są na uprzywilejowanej pozycji w hierarchii dziecka (no chyba że coś nawywijają) i dlatego cieszą się wielką miłością wnuków. I dlatego zasługują na specjalne prezenty :)
Szyłam w tym roku poduszki z napisami, i przyznam, że jestem bardzo zaskoczona. chciałam , aby napisy były wyszywane, żeby były takie bardziej retro, swojskie, od serca jakby. Więc się wzięłam do roboty i .... kurczę, wcale się tego nie wyszywa tak rach ciach. Myślałam, że polecę sobie z niteczką w tę i z powrotem, i napis gotowy, a tak nie jest. I trzeba pilnować, aby w miarę równo było :) Niemniej jednak uważam, że pomysł jest dobry, poduszki wyszły śliczne, dużo śliczniejsze na żywo niż na zdjęciach, więc mam nadzieję że Babcie i Dziadkowie będą szczęśliwi. Na zdjęciach niektóre z nich. Myślę, że będą też doskonałe jako poduszki Walentynkowe, w czerwonym kolorze z białym napisem lub w białym kolorze z czerwonym napisem. No i koniecznie musi być serce. Ulubiony, nie tylko mój, symbol:)