wtorek, 22 września 2015

Takie kolorowe poduszki, że hej...:)

Tak, to prawda, okropnie mnie nosi na pastelowe kolory, bardzo je lubię a nawet uwielbiam !

 I biało-szare, różnego rodzaju kombinacyje również. 

Szary ogólnie jest jednym z moich ulubionych kolorów, bywały czasy, kiedy cała byłam w szarościach, poza włosami, które dla kontrastu, zamiast być szaryblond były żółtawyblond :D

I czasem idę tam, w te szarości i szyję, ale wiecie, no nie umiem tak na zawsze. 
Bo ja przede wszystkim dla dzieci szyję i tak mi te kolory pod reke idą, a jak zobaczę tkaninę, która krzyczy do mnie ilością barw, to po prostu portfel sie pruje :) 
Piekne są te jasne dziecięce wnętrza, szare, pastelowe, ale ja jednak chyba w sercu zawsze kojarzę dziecko z kolorem. 
Z wybuchem koloru wręcz. 
No i stąd te wszystkie moje kolorowe rzeczy. 
Sowy, podusie, apaszki, kominy i czapki z kolorowymi pomponami np. :)

A teraz mnie naszło na poduszki wałki, które ogólnie lubię, szyje takie a'la kłoda drewna, szyję podłużne poduszki tzw. podplecki a teraz kolorowe wałki dla dzieci.
 Uważam, że to praktyczny kształt, uroczy i taki po prostu fajniusi.
A Wy co na to?
Jeśli się Wam spodobały -zapraszam na FB :)





wtorek, 15 września 2015

Ponownie motyle, tym razem w bardziej eleganckiej wersji.

Już chyba nawet tłumaczyć się nie będę z częstotliwości mojego pisania. 
Kompletnie nie panuję nad czasem, ale mam nadzieję, że jednak nie ja jedna :) 
A być może, co podejrzewam od dawna i chyba bliskie jest prawdy-mam też wrodzonego leniuszka w sobie. 
Ogólnie potrafię się zmotywować, i jestem wtedy bardzo prędziutka. 
Jak trzeba. 
Ale jak nie trzeba, czyli świat się od tego nie zawali, to jednak ciężko idzie :) 

Były wakacje, bardzo udane, chętnie podzielę się zdjęciami, jakie udało mi się zrobić, bo jak wiecie zdjęcia robić uwielbiam. Tym straszniejszy jest fakt, że nie mam żadnego aparatu. Oba, które miałam -zepsuły się w te wakacje właśnie. Jeden starszy od drugiego, 11 lat z hakiem i ten trochę młodszy, ale jednak działały. A teraz klops :( 
Ale o zdjęciach następnym razem, dla odmiany, kiedy wszyscy będą wstawiać jesienne posty-ja wyskoczę z wakacjami :)

A więc motyle, te same, które prezentowałam wcześniej, teraz jednak szyte w wersji dla osoby dorosłej, więc z tyłu dałam białe minky, a nie kolorowe. Motyle zyskały na elegancji i teraz pięknie zdobią kanapę w salonie :) 

Motyle w wersji dziecięcej tutaj, ale przypomnę , że są drukowane na zamówienie dla mnie, więc nie kupicie takich nigdzie indziej :) A świetnie nadają się jako poduszka , dopasowując się do szyi i karku.

W przypadku nabrania nieodpartej ochoty na posiadanie takowych-zapraszam na FB, piszcie do mnie wiadomości prywatne-wtedy na pewno je przeczytam :)
Pozdrawiam :)



poniedziałek, 15 czerwca 2015

Pod polską banderą czyli poduszka żaglówka...

Wow, drugi post w miesiącu, no czyż się nie staram? :)

Kiedyś już było u mnie marynistycznie, za sprawą zawieszek z kołem sterowym, potem były ryby-a może na odwrót, nie pamiętam już, w każdym bądź razie kiedy były ryby miały być też statki, ale odpłynęły w niepamięć :D 

A teraz powróciły, bo znowu zbliżaja się wakacje i morze mam nadzieję.

Statki a właściwe żaglowce, są dwustronne, druga strona jest tak samo uszyta, ale materiały w innej kombinacji. Tak dla urozmaicenia. Ale głowniejsza strona jest ozdobiona dodatkowo tasiemką.  
Są duże, miękkie i zdecydowanie idealne jako poduszka podróżna i przytulanka. Kształt bardzo mi się podoba i wyszedł taki , jaki chciałam aby był. 

Wiecie, czasem mi wstyd, bo brak mi profesjonalizmu i warsztatu. Czytam inne blogi i oglądam sprzęt jakim się posługują Dziewczyny, maty do krojenia, linijki i inne gadżety, których nawet nie znam. O maszynach nie wspomnę. A ja jedynie z metra krawieckiego korzystam, no i z nożyczek zwykłych. Jak coś sobie wymyślę, to biorę starą gazetkę z Lidla (bo duża) rysuję sobie wzór od ręki, wycinam i voila! Gotowe. A potem modlę się, aby wyszło tak jak chciałam :D

Z żaglowcem też tak było, ale mnie się podoba jak wyszło. Mam nadzieję, że będziecie mieli takie samo zdanie.

Zdjęcia robiłam na plaży na Pogorii. Pojechaliśmy tam zjeść pizzę na kolację. Kiedy byliśmy na Florydzie, jeździliśmy z pizzą nad ocean, na taką kolacyjkę pożegnalną przed powrotem do Polski.
 I wczoraj bardzo zachciało mi się tak zrobić u nas właśnie, bo niby dlaczego nie? Prawda? Co prawda jezioro to nie ocean czy może, ale też jest uroczo. No i ludzi o tej porze zdecydowanie mniej, a dla mnie to było super, bo kiedy robię jakiekolwiek zdjęcie, to nienawidzę mistrzów drugiego planu. Czasem się nie da, wiadomo, ale jeśli jest taka możliwość to tego unikam.
Oooo, przypomniało mi się, że uszyłam też cudną pościel marynistyczną, nawet nie pamiętam, czy dawałam ją na bloga. Jeśli nie, to mam dużo do nadrobienia :)

A teraz żaglowce, podobają się? 





wtorek, 9 czerwca 2015

Eko Park w Chorzowie i kolejne warsztaty.

W ostatni weekend maja gościłam na Eko Parku w Chorzowie. 
Duża imprezka, mnóstwo atrakcji dla dzieci i dorosłych, ekologicznych, związanych z wiedzą wszelaką i ogólnie zabawą.
 I do tego my, rękodzielnicy :)
Pogoda kapryśna, najpierw dopisała za bardzo, a potem wylała na nas wiadro wody, niejedno zresztą. Ale fajnie było. 
Poza sprzedażą dzieł włąsnych , robiłam moje warsztaty wyklejankowe. 
Wymyśliłam je jakieś 2 lata temu, jako rękodzielnik byłam dosyć świeża, mało doświadczona i ogólnie przerażona faktem, że mam coś takiego jak warsztaty w ogóle zrobić. I nie wiedziałam co mam zrobić na dodatek. Cudem jakimś wpadłam na wyklejane obrazki z moich resztek tkanin i nawet się nie spodziewałam, że efekty będa takie widowiskowe, 
A są. 
Za każdym razem, równie mocno zachwycam się każdym obrazkiem jaki powstaje w Waszych zdolnych rękach :) Zresztą zobaczcie na zdjęciach, a to i tak nie wszystkie zdjęcia, bo nie byłam w stanie robić wszystkiego na raz.
Nie jestem pewną siebie osobą, ale z tego pomysłu naprawdę jestem dumna :)
Poza naszymi warsztatami, kiermaszem, były pokazy. Między innymi tego przyjemnego "ptaszka" :D Imponujące skrzydła udało mi się kilka razy sfocić nawet. 
 Niestety niewiele słyszałam, bo nie mogłam zbyt daleko odejść od stoiska.







 a tu jak widać nauka łapania żywej ofiary :D






czwartek, 28 maja 2015

Kolejne wyzwanie za mną-Litery 3D

Dokładnie jak w tytule, czytając mojego bloga na pewno wiecie, że wyzwań raczej nie lubię. Z góry boje się, że nie dam rady, że coś się nie uda i dopiero z czasem , kiedy oswoje się z tym, mogę sie zabrać za pracę. 

Litery 3D chodziły za mną bardzo długo, nie wiem czy dłużej niż inne wyzwania, bo do każdego zbieram się jak pies do jeża, trudno więc to zapamiętać :) Pewnie czekałyby jeszcze dłużej, ale zdarzyła się okazja, całkiem spora na którą albo moge kupić coś gotowego, a nie miałam pojęcia co, albo uszyć coś, co będzie w miarę oryginalne i w miarę praktyczne. Sprężyłam więc wszystkie marne zapasy energii własnej i uszyłam literki :)

Sa bardzo duże z czego się cieszę, prezent miał być bowiem  imponujący, spektakularny i ogólnie taki zauważalny, żeby nie było, że to takie nic, żeby było widocznie :)

Zwykle na wielkość gotowego wyrobu należy brać poprawkę, dziełko się zmniejsza po uszyciu i wypchaniu, zyskuje na grubości ale z pierwotnego płaskiego rozmiaru raczej traci, mój wykrój więc zrobiłam  duży. A tu sie okazało, że grubość jeszcze wyolbrzymiła rozmiar ! Fakt, do jednej takiej litery wchodzi naprawdę dużo wypełnienia, ale efekt jest doskonały. Jeszcze spróbuję kiedyś z lamówką, choć taka wersja bez i tak mnie zachwyca. Lamówki też jeszcze nigdy nie wszywałam. Ups, skłamałam, szyłam pościel z lamówką kiedyś i w sumie wyszło pięknie.

Sama wysokość litery to prawie 46 cm a biorąc pod uwagę wypchane końce, pewnie nawet więcej. Są wspaniałe i oczywiście juz planuję literki dla moich smyków :) Potem dla mnie i męża na kanapę.
No i to tyle w temacie :) 

Ostatnio miałam nie najlepszy czas na szycie, chyba z 1,5 miesiąca trzymała mnie wielka niechęć do szycia , miałam problem z uszyciem zamówień, na szczęście moje Klientki Kochane wykazały sie takim wielkim zrozumieniem, że aż wzruszona byłam. Nie wiem z jakiego powodu tak miałam, nie czułam się tak wcześniej, po prostu niechęć do szycia, do kiermaszy, do czegokolwiek związanego z szyciem. Nie mogłam zrozumieć, jak to było, że bywały dni, w których zła byłam o to, że muszę zrobic obiad, skoro ja chciałabym szyć i szyć ciągle a w głowie było tyle pomysłów. 

Ale było minęło mam nadzieję :)

A teraz fotki :) 






sobota, 11 kwietnia 2015

Mini Tilda :)

Ta mini Tilda , mała Królisia, powstała na prezent, ma przynieść szczęście na ważnym egzaminie. 

 Myślałam, że będzie się ją szyło szybciutko i łatwiutko, jednak okazało się, że wywracanie na drugą stronę i wypychanie takich małych kawałków zajęło mi więcej czasu niż przy  normalnej Tildzie. 

Zwykle tak właśnie bywa, nie raz się o tym przekonałam, i trudno potem wytłumaczyć cenę komuś, kto się dziwi-że taka mała rzecz nie kosztuje 5 zł :) Nie da się porównać tego samego projektu, w różnej wielkości, bo ustalenie proporcji cenowych jest najzwyczajniej w świecie niemożliwe. 

Królisia jest czerwona w kropeczki i po raz pierwszy uszyłam kurteczkę z kapturem. Nie jest to mistrzostwo świata, ale jak na pierwszy raz chyba ujdzie. Podoba mi się to, że można ją nosić w torebce, zrobić z niej breloczek i po prostu mieć ją zawsze przy sobie-na szczęście :)
Ma 18 cm wysokości.

No i to chyba tyle treści, bo trochę pusto w mojej głowie :)




piątek, 27 marca 2015

Park Tradycji Siemianowice Śląskie- Kiermasz Różności

W poprzednią niedzielę z przyjemnością rozpoczęłam sezon kiermaszowy. 
Oczywiście nigdy nie chce mi się zbierać , aby jechać, ta ilość rzeczy, pakowanie, pilnowanie, aby nic się nie zgniotło, nie odkształciło. Niby pluszowe rzeczy, ale nie można tego tak ot popakować. Gdybym tak zrobiła, rzeczy odkształciłyby się i wyglądałyby tak, jakbym je wzięła dzieciom spod główek o poranku :) potem, mogą już tak wyglądać, to nie porcelana, ale zanim się sprzedadzą-mają być na baczność :)

Miejsce kiermaszu piękne, Park Tradycji w Siemianowicach Śląskich , w pobliżu osiedle tym bardziej więc dziwi mnie, że impreza nie była zbyt reklamowana. Gdyby nie dwie imprezy towarzyszące-konkurs czy występy dla dzieci- ludzi odwiedzających kiermasz byłoby jak na lekarstwo. Nie chodzi mi już o samą sprzedaż, ale o odwiedzających. Napotkany znajomy mówił, ze nie widział na mieście żadnego plakatu, przyszedł, bo znajoma też była Wystawcą.

Drugą rzeczą, której nam brakowało to muzyka- w tym pięknym miejscu wiało przygnębiająca czasami wręcz ciszą. Ponoć nie ma tam nagłośnienia, tak mówiono na recepcji. A przydałaby się jakaś muzyczka w tle, bo wtedy od razu tak radośniej się robi :) Ale może to tylko ja jestem dziwna i tego potrzebuję :)

Zdjęć jest kilka, ale nie mam np. zdjęcia drzwi do toalet, które były piękne, i miały bulaj, a w środku oczywiście beton, cegła i rury nigdzie nie pochowane. Cudo !









niedziela, 22 marca 2015

Nuci się w Fabryce...

Na fejsbuku nutki już były, ale na blogu to premiera.

Jak już pewnie pisałam nie raz i nie dwa, uwielbiam oryginalne rzeczy. Tak zawsze też było z ubraniami, w szkole średniej malowałam koszule po Tacie, przerabiałam je, malowałam koszulki, a nawet buty. szyłam ręcznie lub na maszynie, małe rzeczy, kieszenie do czegoś, dodatki. 

W dorosłym życiu również lubię rzeczy nietuzinkowe, choć teraz mało to widać, jest całe mnóstwo nietuzinkowych rzeczy i nietuzinkowych ludzi. 

Taka potrzeba jednak cały czas we mnie tkwi, rozmyślam więc często, co by tu uszyć takiego, czego nie ma, lub choćby nie ma w nadmiarze.

I wymyśliłam nutki, całkiem spore, do przytulania, do zawieszenia, do ozdoby. Nutki w nutkowy materiał, miałam nawet trochę szczęścia, bo po narysowaniu szablonu i uszyciu, nutka wyszła dokładnie taka jaką sobie wymyśliłam. To szczęście, bo narysowany szablon nie odzwierciedla tego, jak rzecz będzie wyglądała po uszyciu. Różnie bywa :)

Nie mam muzycznych talentów, znajomość nut i gra na podstawie ich czytania to dla mnie magia i szczerze podziwiam każdego, kto to potrafi, naprawdę. Tym bardziej chciałam więc mieć coś z tej pięknej branży :) Taka namiastka. Wisi zresztą u mnie na oknie i baardzo ładnie wygląda. 

Na razie nutki są z nutkowego materiału, niemniej jednak cudne byłyby chyba w każdym kolorze, takie nutki w groszki np.? Do pokoju małej utalentowanej osóbki ? No cudo. 

Jak zawsze , jeśli chcielibyście zadać mi pytanie-zapraszam na fb, , kontakt tam jest kilkukrotnie szybszy niż na blogu :)







wtorek, 10 marca 2015

Motyle bardzo wiosenne i absolutnie wyjątkowe :)

Wróciłam właśnie z przeglądania blogów z wnętrzami. 
No i kurczę, to jednocześnie rozkosz i męka jest. 
Rozkosz, bo od razu marzę o tym, że udaje mi się mieć podobnie, a męka, bo wiem, że to wcale nie takie proste. Wiadomo, że mogę sobie uszyć różne rzeczy, co czasem oczywiście czynię, ale takie malowanie mebli? Ścian? To czasem działania na wielką skalę i nie ma co udawać, trzeba na to wydać pieniądze nieszczęsne, choćby na farby właśnie. Niemniej jednak-główkuję sobie :) Chciałabym troszkę pozmieniać coś na wiosnę właśnie, tak strasznie mnie nosi :) 

A szyciowo , jako że wiosna już zagląda w okna coraz bardziej, mam do pokazania wiosenne motyle. Są wyjątkowe, oryginalne i nigdzie indziej takich nie znajdziecie. 
A to dlatego, że uszyte są z materiału na zamówienie z projektu, który robiła zdolna koleżanka dla mnie :) taka jestem wypasiona w oryginalność :) 

Motyle to poduszki, całkiem duże, bardzo przyjemne, wypełnione silikonowa kulką, z drugiej strony minky w pastelowych kolorach-mimo, że to minky o mniejszej gramaturze niż to, którego używam do szycia apaszek, to jest milutkie i równie piękne jak widzicie. Na wiosnę jak znalazł, zwłaszcza że owady ostatnio na wielkim topie :)
Jak się Wam podobają?

Jeśli mielibyście ochotę na takie poduszki-zapraszam na FB w celu napisania wiadomości prywatnej.





piątek, 6 marca 2015

Tilda w Fabryce Małych Rzeczy

Witajcie :)
Po długiej przerwie- niemalże rok minął od ostatniego pisania- wracam tu , choć nie do końca wiem na jak długo i kiedy znowu dopadnie mnie zniechęcenie. Ale póki co...:)

W tzw. międzyczasie uszyło się bardzo wiele rożnych rzeczy, wydarzyło się kilka fajnych imprez i podrosły mi dzieci. To ostatnie chyba najbardziej mi przeszkadza, bo jakoś tak widzę, że zupełnie niedługo przestanę być Mamą małych dzieci, nie będę potrzebna na każdym ich kroku i nie wiem co wtedy zrobię, chyba będę więcej szyć, albo zacznę wreszcie mieć czas dla siebie :)
Nie o tym jednak chciałam.

O króliczku Tilda chciałam napisać, ponieważ była to rzecz, na jaką się nigdy nie nie zamachnęłam nawet. Uważałam, że to tak wysoka szkoła jazdy, że ja nawet nie będę startować w te progi. Nie dam sobie rady, nie będę umiała i w ogóle z czym do ludzi. W grudniu nawet zakupiłam gotowe korpusy lalek, tak dla siebie, aby je sobie ubrać i mieć lale u siebie, bo ogólnie bardzo mi się podobają. Korpusy nadal siedzą w pudełku, nie ubrane i nie ruszone, a tymczasem splot okoliczności doprowadził mnie do tego, że uszyłam te Tildy ! Ja ! Niesamowite, naprawdę nigdy nie przypuszczałam, że będę szyć takie rzeczy. Pewnie dla niektórych, to żadne halo, ale dla mnie to wielkie wydarzenie :)

Tym przypadkiem była mała Ola, dla której chciałam coś uszyć, ale nie wiedziałam co. I dowiedziałam się, że ogląda ostatnio bajkę o Króliku Piotrusiu, i że ją lubi. Postanowiłam więc wziąć byka za rogi i uszyć królika Tildę, którego będę mogła troszkę odziać i który choć troszkę będzie przypominał tego z bajki. Poszukałam szablonu, wydrukowałam, wycięłam i się stworzył :) Jego uszycie sprawiło mi mnóstwo satysfakcji. Był śliczny, fajnie wyglądał i wcale nie odbiegał od tych wszystkich królików , których naoglądałam się w necie. Tildy nie są tanie, nigdy więc sobie żadnej nie kupiłam (poza korpusami), tym bardziej więc cieszy mnie ten fakt. 

Po Piotrusiu, uszyłam jeszcze dwa króliczki i  będzie ich więcej, bo to naprawdę przyjemne. Chyba ma to związek z  tym, że kojarzy się z dzieciństwem, taka Tilda, czy królik, czy co innego, to przecież laleczka, a że jeszcze można jej uszyć ubranka ? Coś pięknego :) Chociaż ubranek, to ja jednak nie za bardzo umiem szyć, dlatego moje króliki są ubrane w proste ciuszki, ale może kiedyś i tego się naumiem? Kto to wie?

Na razie nie nadaję im imion, jeżeli ktoś będzie chciał mieć króliczka ode mnie-sam nada mu odpowiednie imię. To tak jak z narodzinami dziecka, wybierasz imię kilka miesięcy wcześniej, a jak ono się urodzi i spojrzysz na nie, to po prostu wiesz, że to musi być np. Michaś, a nie Wojtuś, tak jak chciało się je nazwać :D

Jeżeli ktoś miałby ochotę na cokolwiek uszytego przeze mnie-zapraszam do kontaktu na FB poprzez wiadomość prywatną. To najszybszy i najskuteczniejszy sposób komunikacji.