środa, 24 sierpnia 2016

O tym, jak się na mnie lenistwo zemściło...

Tytuł okropnie adekwatny do sytuacji niestety :P

A było to tak...

Moje szycie zaczęłam od maszyny , jaką kupiłam sobie na urodziny,chyba 5 lat temu, motylkowy Łucznik, śliczny i cacany bardzo :) Zanim go napoczęłam, minął rok. Jakoś tak, zapał nie dodał mi odwagi do szycia. Ale przypadek sprawił, że jednak zaczęłam. 

Szyłam na nim rózne rzeczy i byłam bardzo zadowolna, poduszki, zabawki, zasłony, pościel, aplikacje...Jednak po 2 latach jakoś, coś się stało i zaczęło mi łamać igły, kilka pod rząd. Samo się stało, to oczywiste. I w końcu któraś igła łamiąc się-wyszczerbiła mi płytkę, przez co zaczęła się zrywać nić dolna. Jak nie urok to wiadomo co. Strasznie byłam załamana, no bo skąd tu wziąć zastępstwo?
A tu siostra zaproponowała mi swoją Łuczniczkę Zofiję. Cudnie-pomyślałam :) I  do nadrabiania zaległości przystąpiwszy-olałam naprawę motylków, bo mi się nie chciało.

Zofija spisywała się jak ta lala przysłowiowa, fajowo, aż do czasu, gdy w Lidlu kupiłam Singerkę komputerową. Z Singerką byłam nieszczęśliwa, zupełnie się nie zaprzyjaźniłysmy, szyło mi się źle i koniec. Sprzedałam ją więc i z ulgą wyciągnęłam Zofiję, ponieważ motylkowa Łucja porzucona zalegała w kącie.  

Pod koniec zeszłego roku, zaopatrzyłam się w Janome. Oj poczułam różnicę, choć bałam się kolejnej komputerowej-ta po prostu była boska. Zupełnie coś innego niż Singer, szyłam 8 miesięcy, ale niestety coś mi się w niej rozregulowało, coś z czym nie umiałam sobie poradzić. Wiedziałam , że coś jest nie tak, jeszcze w lipcu, ale  zrobiłam sobie wakacje od szycia i zapomniałam o problemie. Maszyna na gwarancji, powinnam ją wysłać do serwisu od razu, ale nie zrobiłam tego, bo mi się nie chciało.
Przypomniałam sobie o tym teraz, przed kiermaszowym weekendem, i okazało się, że się problem sam nie rozwiązał . Wyciągnęłam więc Zofiję na zastępstwo-a tu zonk, chyba się obraziła i zaczęła udawać traktor. Wtedy sobie przypomniałam, że przed Janomką miałam ją oddać do porządnego czyszczenia i oliwienia, ale tego nie zrobiłam , bo mi się nie chciało i miałam już nową maszynę przecież...

No i tak to właśnie zostałam z 3 maszynami, a na żadnej szyć nie mogłam. Skrojone czapki i kominy czekały a ja nie miałam co zrobić. Na szczęście kiermasze sie udały, sprzedawałam co miałam, ale po weekendzie pomyślałam o maszynie mojej Mamy. 

To stary Łucznik, ciężki, niezawodny i bardzo sentymentalny :) Ma ze 35 lat co najmniej jak nie więcej. Szyłam sobie w nastoletniości różne rzeczy na nim. Moja Mama szyła mnie i mojej siostrze mnóstwo bluzek, spodni, spódnic a nawet żakietów, w czasach, kiedy naprawdę było niewiele. Były naprawdę wymyślne, eleganckie i niepowtarzalne, nie wiem czy kiedyś będzie mi się chciało takie uszyć.
I teraz też uszyłam na nim zamówienie , a zaraz się biorę za czapki i całą resztę. To świetna maszyna, i choć głosno chodzi to ta głośność jest taka jakaś miękka, nie stuka tak jak te nowe plastikowe Łuczniki.

Niebawem mam nadzieję wrócą moje Łuczniki z naprawy oraz Janome z serwisu.
No i tak właśnie lenistwo się na mnie zemściło, że mając 3 maszyny, nagle zostałam bez żadnej. Miejmy nadzieję, że będę o tym pamietać na przyszłość :P
No i tak, w sumie nie ma się czym chwalić, ale może też tak miewacie? Czy tylko ja taka strasznie straszna jestem?


wtorek, 23 sierpnia 2016

Próba mikrofonu :)

Puk,puk, tak zagduję, czy ktoś mnie jeszcze pamieta? Czasem się zbieram aby cos napisać, a potem cos odwraca moją uwagę i tak już niebawem rok zleci odkąd cokolwiek napisałam. I nie wiem, czy właśnie, czy jest tu nadal dla mnie miejsce :)